środa, 1 lutego 2017

Białe. Zimna wyspa Spitsbergen



Wydawałoby się, że zima, śnieg i daleka północ są niewdzięcznym tematem dla reportażu. Jest wręcz przeciwnie, zima bywa malownicza i dramatyczna, śnieg ma nie jedno oblicze a daleka północ to okazuje się nie mniej ciekawa niż najpopularniejsze miejsca na Ziemi. 

Ze wszystkich gatunków literackich to właśnie reportaż od lat jest dla mnie najciekawszy i ta książka tylko mnie w tym utwierdza. Niby zwykły reporterski wyjazd na archipelag Svalbard, niby spotkania ze zwykłymi mieszkańcami a jednak jest w tej książce coś niezwykłego. Coś, co porusza i uświadamia nam, że nawet w niewielkiej społeczności są niebanalne osobowości i mnóstwo ciekawych wydarzeń. Trzeba tylko poszukać nieco głębiej.

Wspominałem o niebanalnych ludziach. Tutaj co kilka stron pojawia się ktoś interesujący. Mamy Galinę, która wypadła ze statku wycieczkowego w 1985 roku w okolicach wyspy Spitsbergen i cudem dopłynęła do brzegu i przeżyła. 

Mamy historię Omida, który uciekł z Iranu i jego przyjazd na Spitsbergen okazał się biletem w jedną stronę, bowiem gdyby zdecydował się na wyjazd do Norwegii byłby deportowany do Iranu a tam nie miałby szans na przeżycie. 
Jest też historia Rosjan i Ukraińców pracujących kiedyś w kopalniach. Jest też tragiczna historia młodych studentów, którzy zapadli na tajemniczą chorobę i wszyscy zmarli. Dopiero po latach odkryto przyczynę.

Oczywiście w książce o Spitsbergenie nie mogło zabraknąć historii polskiej bazy polarnej. Są opisane warunki w jakich mieszkają naukowcy, czym się zajmują i jak im mijają dni. Dla mnie najbardziej poruszającym momentem była opisana relacja z sytuacji jaka zapadła w polskim obozie w czasie ogłoszenia stanu wojennego  13 grudnia 1981 roku. Nie przypuszczałem, że pracownicy naukowi mogą być narażeni na niebezpieczeństwo.
Jest też historia Polki tam mieszkającej i mającej zagrodę z psami do zaprzęgów.

Ale są też sytuacje śmieszne. Chociażby opis hiszpańskiej ekspedycji, która postanowiła objechać archipelag i miała nawet dość pokaźne wsparcie z Hiszpanii. I tu będzie mały spojler, bo jak łatwo się można domyśleć ich ekspedycja zakończyła się fiaskiem. Przylecieli wyletnieni i kompletnie nieświadomi jak powinno się zabierać za tak ekstremalne wyprawy. Dodam tylko, że ich podróż trwała kilkaset metrów na płycie lotniska.

Dla mnie dość ciekawy okazał się globalny bank nasion na Spitsbergenie. Już sama budowla jest ciekawa, ponieważ jest to jama wydrążona w wiecznej zmarzlinie i niewielu ludzi ma tam wstęp. Jest to chyba jedno z najważniejszych miejsc na świecie, ponieważ przechowuje się tam nasiona roślin jadalnych i jest to rodzaj zabezpieczenia dla ludzkości. 
Jest tam mnóstwo ciekawych historii, bo Spitsbergen zamieszkuje ponad 50 narodowości, z czego najliczniejszą mniejszość etniczną stanowią Tajowie, co już samo w sobie brzmi dość abstrakcyjnie.

Ale Spitsbergen to nie tylko ludzie, to przede wszystkim natura. To tutaj mamy zimę polarną, gdzie słońce przebywa poza horyzontem pół roku. Wyobrażacie sobie pół roku bez słońca? Bez światła dziennego? Albo kilka miesięcy, kiedy to słońce świeci całą dobę? To trzeba na prawdę wielkiej determinacji, aby zdecydować się na życie w takich warunkach. 
Autorka opisuje rytuały mieszkańców w tak trudnych warunkach. Mówi o tym jak sobie radzą z zimnem, ciemnością i samotnością. Bo mimo wszystko to samotność jest tym, co najbardziej ludziom doskwiera. Wielu mieszkańców północy celebruje kus, czyli tak popularne teraz hygge. To dokładnie to samo, celebrowanie bliskości, ciepła, ciepłych skarpet, koniaku, smacznego jedzenia i relaksu.

No i nie mogło w tej książce zabraknąć niedźwiedzi polarnych. Oczywiście polowanie na nie jest teraz zabronione, ale w przeszłości było ono dość popularne. Jest opisane jak należy się zachować przy spotkaniu z takim zwierzęciem i jak się zabezpieczać, aby do takich spotkań nie dochodziło.

Jak widzicie tematów w tej książce jest bez liku, a wspomniałem tylko o kilku. Białe, to książka dla ciekawych świata, dla takich kanapowców jak ja, którzy nie mają odwagi i determinacji pojechać w taką podróż i oddać się temu miejscu bez reszty chociażby na kilka tygodni. Śmiem twierdzić też, że Białe to ciepła opowieść o zimnej północy. To relacja dziennikarki, która umie zbudować bliższe relacje ze swoimi bohaterami. To spostrzegawcze oko i lekkie pióro, bo z rzeczy banalnych stają się one niezwykłe. Lecz na próżno tu szukać patosu czy bezkrytycznych relacji. To taka książka, po przeczytaniu której zna się dobrze to miejsce. I gdybym zdecydował się pojechać na Spitsbergen to za sprawą tej książki czułbym się tam dość swobodnie i można powiedzieć swojsko.

Polecam książkę Ilony Wiśniewskiej „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen”. To przykład świetnej reporterskiej roboty i kunszt pisarski.

piątek, 16 grudnia 2016

Smutek cinkciarza

Sylwia Chutnik to pisarka, którą zna chyba każdy fan literatury polskiej. Nawet jeśli nie czytał jej książek to zapewne spotkał się z felietonami, występami w telewizji jako współprowadząca czy gość oraz z jej działalnością w internecie. Zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia i przyznam, że mam do niej słabość. 

Jej najnowsza książka "Smutek cinkciarza" wydana przez wydawnictwo Od deski do deski trafiła do mojego koszyka podczas ostatnich zakupów. Kupiłem w ciemno, choć o serii Na F/aktach już słyszałem to i tak nie wiedziałem czego się spodziewać po tej książce. Cytując z okładki Tomasza Sekielskiego:
"Seria na F/Aktach to dokumentalne powieści najlepszych współczesnych polskich pisarzy. Powieście niezwykłe, oparte na prawdziwych wydarzeniach. Autorzy, na podstawie dokumentów, doniesień z sal sądowych oraz zeznań i arytkułów prasowych, stworzyli sfabularyzowane historie głośnych zbrodni, które popełniono w ciągu ostatnich dekad.(...)"
Mamy więc autentyczne wydarzenie, ale cała otoczka to wymysł pisarza. Powiem Wam, że efekt jest bardzo ciekawy.

Sylwia Chutnik wzięła na warsztat sprawę ze Słupska, gdzie zamordowano znanego w środowisku cinkciarza. Już samo słowo cinkciarz jasno określa nam czasy w jakich to się dzieje. Polska Rzeczpospolita Ludowa, końcówka lat osiemdziesiątych XX wieku. Sprawa morderstwa została umorzona w 2015 roku, ponieważ nie można było udowodnić nikomu winy, choć poszlaki wskazywały na syna. [To nie spojler, sam wydawca tak pisze na stronie]. Jednak w tej książce to nie morderstwo jest najważniejsze. To właśnie cinkciarz i jego najbliższe otoczenie odgrywają pierwszoplanową rolę.

Jak sama autorka wyjaśnia w wywiadach przeniosła akcję do Warszawy, bo łatwiej jej było osadzić Wieśka (głównego bohatera) w jej realiach. Znajdziemy tutaj sporo anegdot dotyczących tamtego okresu, bo Sylwia Chutnik ma informacje z pierwszej ręki. Jej ojciec grał na dancinach, matka pracowała w tymże lokalu i znali cały ten świat od podszewki. Do tego babka handlowała tym, co udało jej się przywieść z Turcji czy innych zakątków Europy. Jest tu ukazany niezwykła sieć wzajemnych powiązań i zależności. Cały ten handel to przedsięwzięcie angażujące mnóstwo ludzi na wielu stanowiskach.

Przyznam, że bardzo podoba mi się narracja tej książki. Swoją historię opowiada cinkciarz Wiesiek. Cinkciarz to osoba, która handluje walutą poza oficjalnym obiegiem. W tamtym okresie oficjalny kurs walut był raczej niekorzystny dla chcącego wymienić bony lub złotówki na dolary. Cinkciarze mieli zazwyczaj lepszy kurs, ale i też było duże ryzyko, że taki Wiesiek nas oszuka i zamiast upragnionych dolarów dostaniemy zwitek pociętych gazet. Nie była to profesja o najwyższym stopniu zaufania. No i ten Wiesiek opowiada nam jak to w jego życiu było. Sylwia Chutnik doskonale oddaje klimat tamtych czasów, odtwarza słownictwo i sposób mówienia typowego cinkciarza (przynajmniej tak mi się wydaje).  Historia jest opowiadana z perspektywy trupa, bo przecież wiemy, że Wiesiek nie żyje. I tak jego opowieść płynie. Opowiada o prostytutkach, kochankach, żonie, dziadku, dzieciach, ojcu, sąsiadach, etc.. Wspomina też innych kumpli cinkciarzy i lokale tamtych czasów. Bo Wiesiek uwielbiał życie i dancingi. Jest tutaj wiele anegdot z tamtych lat, między innymi o tym jak wodzireje dawali plamę lub nie, jak artyści zalewali się w trupa, jak przepijało się zarobione pieniądze, jak handlowało się walutą, jak się przemycało rzeczy zza granicy na handel, jak chowało się dobytek w skrytkach wszelakich. Generalnie jest o tym jak się kombinowało w tamtych czasach. Jest tego sporo i podane w bardzo ciekawy sposób.

Wiesiek, który często czuje się królem nocy jest w głębi duszy dość melancholijny. Na mniejszym lub większym rauszu opowiada o rodzinie, że to wszystko robi dla niej. Jego polityka nie interesuje. Jemu wszystko jedno co robi Solidarność, co robią rządzący. On chce tylko obracać dolarami, bo tylko one wzbudzają ekscytację.

Uwierzyłem w historię opisaną przez Sylwię Chutnik i w te wszystkie postaci. Myślę, że jest to całkiem dobra książka. I choć świat dancingów to nie moje podwórko to odnalazłem się w nim. Cieszę się, że nie żyłem w tamtym okresie pośród oparów alkoholu i dymu z Klubowych (tania marka papierosów) lub przemyconych Marlboro. Mimo wielu zabawnych sytuacji w tej książce to jej ogólny wydźwięk jest dość smutny i nie gloryfikuje PRL. Wręcz przeciwnie. Obnaża bezsens działania władz i obowiązującego prawa i jakąś taką ogólną smutę. Całkiem udana książka. Choć pewnie do niej nie wrócę w formie papierowej, wyszedł też audiobook tej książki czytany przez pana Zbigniew Buczkowskiego i myślę, że nikt inny nie nadaje się na lektora tej książki! Na pewno go odsłucham! 

Pomyślicie "a gdzie ten wątek morderstwa"? To nie on jest ważny. To tylko smutny finał całej historii cinkciarza.

Sylwia Chutnik "Smutek cinkciarza"
Seria Na F/Aktach
Wydawnictwo Od deski do deski
Rok wydania 2016

czwartek, 8 grudnia 2016

Try a chapter - TAG książkowy

Zapraszam na mój kanał na You Tube. Dziś filmik w którym czytam po pierwszym rozdziale w pięciu książkach i wybieram tę kolejną (czyli pierwszą) do czytania.

wtorek, 29 listopada 2016

„Opowieść o rzeczywistym człowieku” - Pavel Vilikovský /recenzja/


  Do tej książki podchodziłem całkiem neutralnie. Kupiłem ją, aby odpocząć od kryminałów, monumentalnych powieści czy innych bestsellerów, chciałem tak hipstersko poczytać coś dla mnie niszowego, nowego i nieznanego. I tak przeglądając ofertę wydawnictwa Książkowe Klimaty (tak na marginesie fantastyczna nazwa) trafiłem na „Opowieść o rzeczywistym człowieku”. Opis przeczytałem pobieżnie i zapamiętałem z niego tylko tyle, że jest to pamiętnik mężczyzny, który kończy czterdzieści lat. I na tym się moja wiedza o tej książce kończy. Dla wielu jest to przekroczenie dość ważnej granicy, więc chciałem się przekonać jak to jest po tamtej stronie. Dodam, że ja lada chwila wchodzę w wiek chrystusowy, więc jest to też jakaś tam cezura dla faceta. 

  Zaczęło się całkiem przyjemnie, bo na samym początku autor ustami swojego bohatera wypowiada taką oto kwestię:

„Dziś tego słowa, znaczy się „dowcipkować”, człowiek nie usłyszy, i właściwie już nawet się nie dowcipkuje, przeważnie złośliwie się czepia. Dowcipkowanie to było wtedy, gdy się żartowało, droczyło, ale w dobrej wierze.”

Jak widzicie, już na samym początku jest diagnoza, która pasuje do bohatera i jego czasów jak i do współczesności. Będzie cudnie, pomyślałem. No i w trakcie lektury pierwszych rozdziałów nieco mi mina zrzedła. 

  Głowny bohater, którego z imienia nie poznajemy, w swoje czterdzieste urodziny dostaje od syna pamiętnik a od żony pióro. Jest tym prezentem nieco zaskoczony i sam nie wie co ma o tym myśleć, bo:

 „dzienniki piszą znani ludzie, politycy, aktorzy, pisarze i tym podobni, bo ci przeżyli różne wydarzenia, brali w nich udział”. 

Już po tym zdaniu widać, że Rzeczywisty Człowiek to raczej taki przeciętniak. Jednak postanawia notować co się dzieje w jego życiu, bo przecież szkoda, aby ciekawe myśli uciekły w zapomnienie. No i może syn kiedyś to przeczyta i będzie z ojca dumny. I tak zaczyna notować co kilka dni jakie to rzeczy go spotykają.

  Chyba wypadałoby dodać, że akcja książki dzieje się na przestrzeni 9 miesięcy (nie, nie ma to nic wspólnego z ciążą, choć może autor chciał w ten sposób nadać trochę symbolizmu temu tekstowi? Tego nie wiem) w czasach realnego socjalizmu w Bratysławie. I w zasadzie to powinno już nam nakierować myśli na właściwe tory o czym jest ta książka. Tak, służba bezpieczeństwa, donoszenie, układy, dziwne konotacje. Ale jest to podane w bardzo ciekawy sposób. No i do tego dochodzi kryzys wieku średniego (co prawda nie jest to powiedziane wprost, ale uwikłanie się w romans Rzeczywistego Człowieka dobitnie o tym świadczy).

  No i wracając do bohatera już wiemy, że jest to facet, który ma żonę i syna i posadę w państwowej firmie i odpowiednie dla tego czasu poglądy i jest oczywiście w partii. I do momentu, aż nie przestawiłem myślenia na „socjalistyczne realia” to bardzo mnie ta książka denerwowała. Bo z przekonań to jestem na przeciwnym biegunie niż Rzeczywisty Człowiek (RC). I właśnie zmiana podejścia do tego utworu sprawiła, że mi się on spodobał! Ale nie uprzedzajmy faktów! Nie ma się co oszukiwać, w latach realnego socjalizmu faceci mieli o kobietach dość stereotypowe myślenie. Bo co one moją wiedzieć o polityce, ich praca jest mało znacząca no i przecież nie doceniają swoich ciężko zarobionych mężów. Żona RC, Edita, wstydzi się męża w partii, pracuje w kwiaciarni i nie jest dla niego atrakcyjna. I na domiar złego lubi się z teściową! Bohater rzuca stereotypami i banałami na lewo i prawo i pewnie wielu z czytelników ma ochotę rzucić książkę w kąt. Jednak jak wspominałem, trzeba przełączyć i nasze myślenie o bohaterze. Wtedy łatwiej się wgryźć w książkę.

  Jak ja odbierałem Rzeczywistego Człowieka? Otóż uważam, że to głupek niezdolny do samodzielnego myślenia. Trochę mi go żal, że nie ma w sobie odrobiny pokory, samokrytyki czy choć iskierki intelektu. Jest doskonałym efektem propagandy i biernej postawy wobec otaczającej go rzeczywistości. Daje sobą manipulować niczym tresowane zwierzę w cyrku i myśli, że jego działania są słuszne dla narodu. Jak czytałem o jego romansie z V., spotkaniach z esbekiem, jego podchodach w firmie i w ogóle o podejściu do życia to myślałem „oj jaki ty głupiutki jesteś Rzeczywisty Człowieku, tyś myślą racjonalną nieskażony, tyś łatwowierny i marnie skończysz, oj marnie…” No i tak sobie myślałem o nim i nawet mi czasem przykro było,  że tak myślę, bo to poczciwy facet i w swojej prostocie nie chce źle. Jakiś tam kryzys wieku średniego przeżywa wewnątrz, stara się poczuć ważny i w swej naiwności i niewiedzy trwa, i chyba mu z tym dobrze. Nawet jak niewiedza staje się wiedzą to przyjmuje to dość powściągliwie. To raczej antybohater niż bohater.

  I oto nalałem Wam wody o tym bohataerze i o tej książce i nadal się zastanawiacie o czym jest ta książka? Czy warto ją przeczytać? Co ona w ogóle wniesie do waszego życia? I tutaj Wam powiem, że mimo wszystko warto ją przeczytać. Oczywiście to nie jest książka na półkę z bestsellerami o czym pisze sam autor słowami swojego bohatera w ostatnim dziennikowym wpisie. To książka o postawie człowieka, który chce się wpasować w otaczającą go rzeczywistość. Człowieka, który jest bezkrytyczny, naiwny i pogodzony ze swoim miejscem w życiu. Nie dramatyzuje, bardziej przyjmuje postawę „jakoś to będzie” i przeważnie "jakoś to jest". Warto ją przeczytać, bo jest to książka pisana pod włos. I choć nie wyjaśnia dlaczego niektórzy ludzie są jak ten Rzeczywisty Człowiek to uświadamia nam, że tacy ludzie byli, są i będą. 

źródło: http://tnij.org/ksiazkowe-klimaty
  Na koniec kilka faktów. 
Pavel Vilikovský to jeden z czołowych słowackich pisarzy współczesnych.  
Ta książka w 2015 roku zainugorowała środkowoeuropejską serię wydawniczą K4. Wydawcy z Czech, Polski, Słowacji i Węgier wydaje jednocześnie niepublikowaną książkę jednego z tych krajów w oryginale i tłumaczeniach. Póki co nie znalazłem na stronie wydawnictwa informacji o kolejnych książkach z tej serii.
Książka jest wydana bardzo ładnie. Szata graficzna to zdecydowanie moje klimaty. Co mnie ucieszyło to jest nawet notka biograficzna tłumacza Tomasza Grabińskiego.

Jeśli miałbym przyznawać Nicponie to dałbym tej książce 4 nicponie z debetem na koncie w skali 1-6.


Tłumaczenie: Tomasz Grabiński
Cykl: Słowackie Klimaty
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty

środa, 23 listopada 2016

Nino Haratischwili "Ósme życie"

Po książkę Nino Haratischwili "Ósme życie" sięgnąłem przypadkiem przeglądając darmowe tytuły w akcji Czytaj PL, gdzie można czytać i słuchać wybrane tytuły przez cały listopad. Z zaproponowanych książek i ich opisów wywnioskowałem, że to właśnie „Ósme życie” jest blisko kręgu moich zainteresowań, nie tylko tych literackich.

Akcja książki rozpoczyna się w Amsterdamie w 2006 roku, kiedy to dwunastoletnia Brilka postanawia opuścić swoją grupę taneczną i udać się pociągiem do Wiednia, bowiem nie miała zamiaru wracać do Gruzji. A wiemy to z relacji jej ciotki Nicy, która opisuje dla niej historię rodziny Jaszi i jednocześnie jest narratorem tej książki. Jednak opowiadając dzieje przodków oddaje im głos, czasami tylko wtrącając swoje domysły, co pięknie ubarwia i tak już bogatą historię.

W pierwszym tomie „Ósmego życia” poznajemy historię Stazji, Kristine, Kostii oraz Kitty i to im są poświęcone poszczególne księgi książki. Jako, że jest to rodzina (Stazja jest siostrą Kristine oraz matką Kostii i Kitty) to i tak ich losy się przeplatają. Zaczynając od Stazji poznajemy ród Jaszi, jej ojca mistrza czekolady, który skomponował najsmaczniejszy a zarazem bardzo niebezpieczny napój czekoladowy. Recepturę tę w przeddzień swojego ślubu dostaje Stazja z zastrzeżeniem, że ma się go nauczyć na pamięć i być bardzo powściągliwa w jego przyrządzaniu, bo wisi nad nim klątwa. Kto wypije ten napój marnie kończy, choć chwilowo daje ono rozkosz.

Jak widzicie już na samym początku autorka zafundowała nam wiele ciekawych rzeczy. Uciekająca nastolatka, tajemnica rodu sięgająca XIX wieku i klątwa. I w ten oto sposób Nino Haratischwili wciąga nas w pasjonującą historię Gruzji XX wieku. Nie, nie obawiajcie się. Tu nie ma dat, nie ma szarżowaniem nazwiskami. Jest dramatyczna, pełna zwrotów akcji powieść. Pierwszy tom obejmuje lata sprzed rewolucji październikowej do lat pięćdziesiątych XX wieku. Po kolei wchodzimy w skórę każdego z bohaterów i przeżywamy wydarzenia, które zajmują całą Europę i świat. Jak wiadomo są to burzliwe czasy i nie mniej burz i niepokojów jest w tej książce.

Tak się teraz zastanawiam czego w tej książce nie ma? Bo chyba jest wszystko. Od szczerej miłości po szalejącą nienawiść, od troski po gorzkie cierpienie, od wzniosłych marzeń po brutalne realia, od niezłomności po wyrzeczenia… i można tak w nieskończoność.

Choć książka jest napisana głównie z perspektywy kobiet niech nikogo to nie zmyli i nie szufladkuje tej pozycji jako „literaturę kobiecą” cokolwiek to oznacza. Takie książki jak ta dobitnie uświadamia, że również w trudnych czasach kobiety dźwigają nie mniejszy ciężar niż mężczyźni. Mimo to są one deprecjonowane o czym mówi Stazja, kiedy to ojciec nie chce wydać zgody na jej wyjazd do Paryża, aby mogła się baletu:
„O nas zawsze decydują mężczyźni. Co to za życie? Równie dobrze mogłabym się urodzić psem, wtedy nawet miałabym więcej wolności”.
I dodam, że nie jest to manifest feministyczny.

W trakcie lektury przyszedł mi na myśl reportaż Swiatłany Aleksiejewicz „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”. Tutaj również wojna jest przedstawiona z kobiecej perspektywy.

Chciałbym wierzyć, że opisane w książce wydarzenia były w całości wymysłem autorki. Niestety, nawet te brutalne sceny są autentyczne i chyba dzięki temu ta książka ma tak mocny wydźwięk. O wojnie, Armii Czerwonej oraz komunizmie nie tylko się naczytałem, ale i nasłuchałem od naocznych świadków i jestem przekonany, że Nino Haratischwili oddała w miarę realny obraz tamtych czasów.

Na koniec dodam, że autorka stworzyła pełnokrwistych bohaterów, z którymi łatwo się identyfikować, choć nie zawsze się z nimi zgadzamy. Każdy znajdzie w którymś z bohaterów choć odrobinę siebie.

Podsumowując. Książka Nino Haratischwili „Ósme życie” to wciągająca powieść, pełna życia i śmierci, marzeń i gorzkiej rzeczywistości, tragicznej miłości i krwawej zemsty, wiary i bezsilności. A wszystko w doskonałej proporcji. Całość czyta się z zapartym tchem i tej pozycji nie odkłada się po jednym rozdziale. Doskonała lektura dla wszystkich maniaków rodzinnych historii z dramatycznymi wydarzeniami w tle. Gorąco polecam!
Nicpoń.

Tytuł: Ósme życie (dla Brilki) Tom 1
Autor: Nino Haratischwili
Wydawnictwo: Otwarte

PS
Książkę czytałem na tablecie i telefonie. Jestem pod wrażeniem jak szybko się czyta e-booka. Nie bójcie się e-książek! One nie gryzą, sam się o tym przekonałem.

poniedziałek, 21 listopada 2016

Z vloga na bloga

W filmie mówię, że nie mam bloga, ale go jednak założyłem. Tylko krowa nie zmienia poglądów.
Peace & love!
Nicpoń.